Głos Rodziny Policyjnej 1939 roku Kazimierz RACŁAWSKI (Członek stowarzyszenia)

Moje refleksje na 15 lecie Warszawskiego Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939 roku.

    Moje wspomnienia, członka Warszawskiego Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939 roku wbrew faktom i przeżyciom – nie było mi łatwo opisać. Do organizacji wstąpiłem w 2003 roku, a więc w początkach jej działalności.

Tym, który pomógł mi poznać jej cele i metody pracy był p. Zygmunt Kowalczyk, emerytowany oficer WP.

Ta decyzja pomogła mi wybrać i przystąpić do realizacji, istotnego celu w mym życiu. Było to napisanie wspomnień z okresu dzieciństwa, do zakończenia II wojny światowej.

    Nie był to cel „sobie a muzom”, lecz bardzo ściśle wiązał się z MYM CODZIENNYM ŻYCIEM I LATAMI OKUPACJI.

Otóż gdy miałem 4 lata (1931 r.) zmarł mój ojciec przodownik Policji Państwowej. Matka mając na utrzymaniu jeszcze dwie, starsze ode mnie córki oraz własną matkę, nie mogła związać przysłowiowego końca z końcem i dla dobra całej rodziny zdecydowała się oddać mnie do zakładu wychowawczego.

    W ten sposób w 1932 roku zostałem skierowany do Domu dziecka Rodziny Policyjnej w Skolimowie.

Pierwsze niezatarte wrażenie pozostawia w mojej świadomości podróż koleją z Tarnopola (miasto wojewódzkie na Podolu, po II wojnie światowej przyłączone do ZSRR) do Warszawy i Skolimowa.

Z tej pierwszej niebywale dalekiej wędrówki, zapamiętałem ogromny, oszklony dworzec we Lwowie. Pamiętam, że jego wielkość, ruch, tłumy podróżnych oszołomiły mnie zupełnie. Mrowie ludzi, pośpiech i krzątanina, niezliczona ilość wagonów i potwornie wielkie lokomotywy.

Widocznie PKP wówczas wzorowo funkcjonowały, gdyż tę dość długą drogę zakończyłem w dobrej kondycji i zostałem dowieziony do Domu Dziecka cały i zdrowy.

   Lokalizacja Domu Dziecka Rodziny Policyjnej w Skolimowie miała charakter doraźny. Wielu działaczy naszej organizacji przed wojną, było przekonanych o potrzebie wybudowania i zorganizowania własnego Domu Dziecka. Pomysł ten dzięki różnym inicjatywom, a zwłaszcza ofiarności małżeństwa Garbolewskich (właścicieli majątku Czerwonka w Sochaczewie) został zrealizowany.

Dzięki temu 6 maja 1937 roku nastąpiło uroczyste otwarcie Domu Dziecka Stowarzyszenia Rodziny Policyjnej w Sochaczewie ul. Ziemowita 3, z udziałem przedstawicieli władz administracyjnych i Policji Państwowej z gen. bryg. Józefem Kordianem Zamorskim na czele.

Należy zaznaczyć, że w czerwcu 1939 roku zakład nasz przyjął grupę 30 małych dzieci z likwidowanego Domu Dziecka Stowarzyszenia Rodzina Policyjna w Adamowie na Zamojszczyźnie. W sumie nasz DDRP rozpoczął pracę z 58 wychowankami.

   Ten liryczno-szczęśliwy obraz został gwałtownie przerwany wybuchem II wojny światowej.

W 1941 roku Niemcy eksmitowali nasz zakład z ul. Ziemowita w Sochaczewie. W wyniku tego od lipca 1942 roku do końca wojny, znajdujemy stałe lokum w budynkach Klasztoru Sióstr Niepokalanek w Szymanowie.

Zaczęły się lata walki o przetrwanie, tworzenie warunków minimalnej choćby egzystencji i przeżycia tych koszmarnych czasów, których istotnym wyznacznikiem był głód. W latach okupacji przewinęła się przez nasz Dom- przeszło 200 dzieciaków.

Mimo ogromu kłopotów i okupacyjnej powszechnej biedy, zakład starał się pomyślnie realizować swoje główne zadania. Były nimi, zabronione nauka oraz wychowanie patriotyczne. Wywiązał się z tego znakomicie.

    Ogromne znaczenie w procesie kształtowania naszych poglądów i postaw miało samowychowanie. Tempo naszego życia było niezwykle intensywne, a znaczący wpływ na rozwój naszej świadomości, miało środowisko w którym żyliśmy.

Znaczącą rolę w procesach wychowania odegrało zorganizowanie w połowie 1943 roku, w naszym zakładzie drużyny Szarych Szeregów. Pełniłem w niej funkcję przybocznego.

Jako przyboczny byłem łącznikiem z gminną organizacją Armii Krajowej. Jej aktywny działacz ks. Kazimierz Grabowski (podporucznik artylerii 1938 r) zlecał mi funkcje kurierskie z komórkami AK w Sochaczewie i Puszczy Kampinoskiej.

    W tych ciężkich i skomplikowanych latach sieroty Domu Dziecka stawały przed nie lada dylematami, rozpoczynając samodzielne życie.

   Jak sobie z tym radziliśmy?

Nie ma w tej sprawie łatwej i jednoznacznej odpowiedzi. Wynika to z faktu likwidacji Domu Dziecka Rodziny Policyjnej w Sochaczewie w 1946 roku, a przez to przecięcie naturalnych więzi na linii: Dom – wychowanek. Ale nie tylko.

    Oto nowa władza, która przyszła ze Wschodu, ze względów doktrynalnych i politycznych, wykluczyła dalsze istnienie międzywojennego aparatu policyjnego. Potwierdził to jednoznacznie dekret polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z 15 sierpnia 1944 roku.

Co gorsze, w powojennych rozliczeniach służba w Policji nie była tytułem do chwały. Powodowało to, że policjanci i ich rodziny, starali się ukrywać swą przeszłość, gdyż jej ujawnianie powodowało najczęściej przykre następstwa. Ja np. przyfastrygowałem sobie profesję ojca – kolejarza. I dzięki temu bez dodatkowych kłopotów ukończyłem studia wyższe.

Można powiedzieć, że policjanci stanowili ostatnią grupę społeczną jaka doczekała się, w wyniku przełomu 1989 roku, częściowej przynajmniej rehabilitacji.

Z ogromną radością i satysfakcją mogę poinformować, że radykalnej zmianie uległa ocena międzywojennej Policji Państwowej.

Po latach starań i zabiegów o prawdę i honor naszych ojców, Sejm Rzeczypospolitej polskiej dnia 25 lipca 2008 roku przyjął uchwałę w sprawie uczczenia pamięci funkcjonariuszy policji Państwowej II RP.

Zacytuję jej treść:

„Sejm Rzeczypospolitej wyraża szacunek i uznanie dla Policji Państwowej II RP. Jednocześnie Sejm uznaje dekret PKWN z dnia 15 sierpnia 1944 roku o rozwiązaniu Policji Państwowej II RP za krzywdzący i niesprawiedliwy. Przypominamy, że polscy policjanci wzięci we wrześniu 1939 roku do niewoli sowieckiej, wiosną 1940 roku zostali zamordowani przez NKWD w Twerze i potajemnie pogrzebani w bezimiennych masowych grobach, między innymi w Miednoje. Wielu policjantów współpracowało z ruchem oporu i oddało życie za Polskę. Los kilku tysięcy funkcjonariuszy jest nadal nieznany.

Chlubna działalność Policji Państwowej II RP i służba w interesie publicznym były źródłem powszechnego szacunku i przyczyniły się do umocnienia naszego państwa. Sejm RP stoi na stanowisku, że w imię prawdy historycznej konieczne jest przypomnienie tego fragmentu dziejów polski i podkreślenie zasług Policji Państwowej II RP położonych w dziele budowy i obrony Rzeczypospolitej”.

                                                                                             Marszałek Sejmu B. Komorowski

 

Z satysfakcją podkreślam, że duży wkład w przyjęcie tej uchwały ma nasz wieloletni a obecnie Honorowy prezes organizacji Tadeusz Konon. Przez wiele lat podejmował różnorodne starania o rehabilitację i przywrócenie czci i honoru naszym ojcom policjantom, którzy świetnie realizowali swoje obowiązki w krótkim okresie, międzywojennej niepodległości.

Do tych prac, upamiętniania przeszłości związanej z Rodziną Policyjną, zaliczam moją książkę p.t. „Uśmiech przez łzy”.

W 2004 roku została ona wydrukowana, a znacząca część nakładu (200szt) przekazano Komendantowi Głównemu Policji – generałowi Leszkowi Szrederowi w lipcu 2004 roku.

Książki te rozdzielono i przekazano do bibliotek Wojewódzkich Komend Policji oraz do bibliotek Szkół policyjnych.

   Ważnym i czcigodnym adresatem tej książki, był papież Polak Jan Paweł II. Otrzymałem piękne podziękowanie i papieskie błogosławieństwo.

Ponadto prezes Warszawskiego Stowarzyszenia Rodzina policyjna 1939 roku – Tadeusz Konon, dostarczył tę książkę marszałkom Sejmu i Senatu, zainteresowanym ministrom, a ja moim przyjaciołom w Muzeum ziemi Sochaczewskiej i Bitwy n/Bzurą.

 

                                           

Warszawa, maj 2015                                                                                Kazimierz Racławski

A
A+
A++
Powrót
Drukuj
PDF
Powiadom
Ocena: 5/5 (1)