Motoczyński Eugeniusz (1892-1958)

Eugeniusz Motoczyński (1892 - 1958), syn Józefa i Ludwiki z Podgórskich. Urodził się 30 grudnia 1892 roku w Tyszowcach pow. Tomaszów Lubelski, woj. lubelskie. Ojciec Józef był fachowym młynarzem, prowadzącym kontraktowo okoliczne młyny gospodarcze. Eugeniusz pomagał ojcu, lecz nie podzielał jego zamiłowania. Po zdaniu matury w Chełmie wybuch I wojny światowej w 1914 roku pokrzyżował jego wszelkie plany na przyszłość. Pobór do wojska na terenie zaboru rosyjskiego skierował młodego Eugeniusza z początkiem 1915 r. do Oficerskiej Szkoły Wojennej w Kijowie. Po jej ukończeniu i krótkiej praktyce w batalionie zapasowym skierowany został niezwłocznie na front zachodni, gdzie służył w 165. Łuckim Pułku Piechoty Armii Rosyjskiej do września 1917 r. Dowódca batalionu w stopniu sztabskapitana, ciężko ranny na froncie pod Baranowiczami, został wzięty przez Niemców do niewoli. Po zakończeniu wojny i odzyskaniu niepodległości Polski wstąpił do Wojska Polskiego, służąc w 23. Pułku Piechoty w stopniu porucznika, jako dowódca Kompanii Karabinów Maszynowych. Jednak trudna sytuacja powojenna młodego państwa polskiego (zniszczenia, ogólna bieda, migracja ludności, szerzący się bandytyzm w latach 1918 - 1919) zmusiła władze do delegowania z wojska do tworzenia Policji Państwowej doświadczonych oficerów celem zapewnienia porządku i bezpieczeństwa ludności.

Już 16 stycznia 1919 roku por. E. Motoczyński został komendantem Milicji Ludowej powiatu Hrubieszów, gdzie w dramatycznych okolicznościach na czele zorganizowanego oddziału Milicji Ludowej walczył z bandami, a także Ukraińcami napierającymi na mosty na Bugu bronione przez posterunki ML. Powyższe potwierdza pismo Dowództwa Powiatowego Etapowego w Hrubieszowie z 20 czerwca 1919 r: ” [...] Milicja Ludowa od stycznia do czerwca 1919 roku pod kierownictwem Eugeniusza Motoczyńskiego odniosła ogromne sukcesy w obronie mostów na Bugu w walce z Ukraińcami a także w walce z bandytyzmem, niszcząc bandy rabujące ludność [...]”.

Na stanowisko komendanta powiatowego PP w Krasnymstawie, został powołany 1 lipca 1919 roku. Położył wielkie zasługi w dziele organizacji policji na terenie powiatu i przyczynił się do wykorzenienia bandytyzmu.

Na ocenę pracy i kompetencji E. Motoczyńskiego rzuca światło treść telefonogramu z 29 lipca 1919 r., skierowanego do Warszawy (Główna Komenda Uzupełnień) przez komisarza rządowego, w którym napisano m.in.: „Zwracam się z prośba natychmiastowej interwencji, telegraficznego zawiadomienia PKU Chełm o zwolnienie E. Motoczyńskiego, który objąwszy niedawno stanowisko Komendanta oddał ogromne usługi i jest na tym stanowisku niezastąpiony”. Jak pisał o nim starosta powiatu 30 kwietnia 1929 r.: „Uczciwy, gorliwy w spełnianiu obowiązków, o wysokim poczuciu odpowiedzialności”.

Pierwsze sześć lat służby policyjnej było bardzo trudnym egzaminem dla młodego oficera policji pomimo jego frontowego doświadczenia. Przecież niezależnie od ogromu zadań w organizowaniu od podstaw jednostek polskiej policji i prowadzenia walki z powojennym bandytyzmem były też walki z Ukraińcami i wszelkiej maści dezerterami. Ponadto była wojna polsko-bolszewicka (1919 - 1920), która ponownie przyniosła zniszczenia, straty w ludziach i majątku. A jednak ofiarna służba wręcz zahartowała takich ludzi, jak E. Motoczyński, jednocześnie wykruszając z policji tych o słabych charakterach lub nieuczciwych.

Lata dwudziesta ubiegłego stulecia ( po zakończeniu wojny 1929 roku) to czas budowania, ale i stabilizacji państwa polskiego. Chwila oddechu po zakończonej wojnie pozwoliła młodemu oficerowi na spełnienie marzenia założenia własnej rodziny, oazy oparcia i spokoju w trudnej służbie. Jego wybranką została młoda nauczycielka panna Apolonia Trzaskowska, która z odwagą podjęła wspólne życie, los bycia żoną policjanta. Owocem tego związku jest troje dzieci: syn Wiesław ur. w 1922 r., córka Zofia ur. 1923 r. i najmłodszy syn Jerzy ur. w 1929 r.

Lata 1925-1936 to lata służby na stanowisku komendanta powiatowego Policji Państwowej (1925 - 1931 komendant powiatowy PP w Ostrołęce, 1931 - 1936 komendant powiatowy PP w Ciechanowie). Ocena kom. E. Motoczyńskiego jako komendanta była wysoka, o czym świadczą ówczesne dokumenty, potwierdzające jego zasługi w walce z przestępczością kryminalną. Doceniając wyniki w służbie, prezes Rady Ministrów 17 marca 1934 r. nadał komisarzowi Srebrny Krzyż Zasługi - za zasługi na rzecz bezpieczeństwa publicznego. Rok później rozkazem NR 4 z 7 października 1935r. komendant główny Policji Państwowej udzielił pochwały kom. E. Motoczyńskiemu „za wykazaną energię i celowo przeprowadzoną akcję pościgową, w wyniku której sprawcy mordu rabunkowego zostali w krótkim czasie osaczeni przez policję, a nie mogąc ujść - pozbawili się życia”. Efektem wysokiej oceny pracy komisarza był ostatecznie awans na stanowisko zastępcy naczelnika Urzędu Śledczego w Warszawie ( dekret mianowania NR III.PS/349 z 10 października 1935 r.). Nowe stanowisko zastępcy szefa Urzędu Śledczego w skali województwa pozwalało wykorzystać jego wieloletnie doświadczenie w walce z bandytyzmem.

Po dwóch latach pracy w służbie śledczej województwa warszawskiego kom. E. Motoczyńskiemu powierzono pełnienie obowiązków naczelnika Urzędu Śledczego przy Komendzie Wojewódzkiej PP w Warszawie ( dekret komendanta głównego PP NR III z 24 listopada 1938 r.).

Wiele było interesujących spraw prowadzonych przez Urząd Śledczy w Warszawie, lecz akta zarówno Komendy Głównej PP, jak i Komendy Wojewódzkiej PP w Warszawie zostały w dużej mierze zniszczone lub zabrane do własnych celów przez agentów tajnej policji niemieckiej (gestapo) w czasie okupacji wojennej (1939-1945), jak też agentów NKWD po wojnie, a także Urzędu Służby Bezpieczeństwa PRL.

Dzięki przypadkowi znaleziono w Archiwum Akt Nowych teczkę operacyjną śledztwa prowadzonego przez Komendę Wojewódzką PP w Warszawie w sprawie zabójstwa J. Szlendaka w Warszawie. Śledztwo prowadził osobiście kom. E. Motoczyński. Przegląd ocalałej z wojennej pożogi teczki operacyjnej odzwierciedla profesjonalizm i tempo prowadzonego śledztwa. Także precyzję w ustaleniu tożsamości zabójcy, na podstawie setek informacji, wywiadu, przesłuchań prowadzonych jednocześnie w sześciu województwach, koordynowanych przez Urząd Śledczy w Warszawie, Gdańsku, Bydgoszczy, Lublinie, Łucku i Lwowie. Ale nie tylko. Z treści materiałów operacyjnych wyłania się obywatelski udział mieszkańców wymienionych miast, chętnie współpracujących z policją i wielu instytucji udzielających sprawnie informacji żądanych przez policję w toku śledztwa. Od chwili meldunku o znalezieniu zwłok mężczyzny pozbawionych ubrania, bielizny i dokumentów (18 stycznia 1938 r.) do momentu ustalenia tożsamości zabitego i aresztowania zabójcy (25 stycznia 1938 r.) upłynęło zaledwie 7 dni. Co warte podkreślenia, już 5 marca 1938 r., rozpoczął się proces sądowy zabójcy, zakończonego sukcesem śledztwa jest wzorem godnym do naśladowania, także w dzisiejszej trudnej pracy policji, prokuratury i sądów.

Wyniki pracy kom. E. Motoczyńskiego już po dwóch latach służby w Warszawie w ocenie komendanta głównego PP są jednoznaczne. W pochwale komendanta głównego PP (rozkaz NR 38 z 4 marca 1938 r.) czytamy: „Za gorliwość i nadzwyczajną inicjatywę oraz szybką orientację wykazana w czasie prowadzenia wywiadów i bardzo żmudnych dochodzeń w sprawie dokonania na terenie powiatów podstołecznych szeregu krwawych napadów rabunkowych, wykrycia i ujęcia sprawców tych napadów, którzy przekazani, władzom sądowym zostali skazani na karę długoterminowego więzienia”.

Awans ze stopnia komisarza na stopień nadkomisarza PP Eugeniusz Motoczyński otrzymał 1 kwietnia 1939 r. (pismo ministra spraw wewnętrznych z 19 marca 1939 r.). To mówi, że system selekcji i doboru kadr prowadzonych przez Komendę Główną Policji Państwowej był właściwy, stwarzający szansę dla zdolnych, energicznych i kompetentnych oficerów policji, pozwalający na wykorzystanie ich możliwości w służbie.

Po napadzie Niemiec hitlerowskich na Polskę 1 września 1939 roku w dziesiątym dniu wojny, zgodnie z otrzymanym rozkazem, nadkom. E. Motoczyński opuścił Warszawę, kierując się na Łuck (jeden z wyznaczonych punktów zbornych policji). Po pozostawieniu rodziny w Jabłonnie nad Bugiem dotarł do Łucka, do którego zbliżały się ze Wschodu wojska sowieckie (zdradziecki napad na Polskę Rosji sowieckiej 17 września 1939 r.). Stworzyło to tragiczną sytuację dla miasta przy braku środków zorganizowanej obrony w sytuacji niewypowiedzianej wojny ze strony ZSRR. Grupy wyrostków z bronią, czerwonymi opaskami na rękawach, na ulicach Łucka i okropny bałagan skłoniły E. Motoczyńskiego do zdobycia drogocennej benzyny i ucieczki z miasta wraz z kierowcą policyjnego samochodu. Po wielu dramatycznych perypetiach został on zatrzymany przez niemiecką żandarmerię polową pod Tarnowem. Niemcy po dokonaniu dokładnej rewizji osobistej (E. Motoczyński był po cywilnemu) znaleźli w marynarce zaszytą pod podszewką legitymację oficera rezerwy WP. Ten fakt i podróż samochodem używanym przez wojsko i policję stworzyły dramatyczną sytuację zarzutu szpiegostwa w obliczu wojny i bliskości frontu. Sytuacja groziła mu śmiercią, W życiu często decyduje przypadek, który może być pechem lub szczęściem. Nadkomisarz urodził się jednak pod szczęśliwą gwiazdą, ponieważ kapitan niemieckiej żandarmerii, pochodzący z Austrii był w cywilu funkcjonariuszem policji kryminalnej w Wiedniu (przed wojną). Długie i drobiazgowe przesłuchania E. Motoczyńskiego przez kapitana i wymiana wielu informacji z dziedziny kryminalistyki skruszyło oskarżenie o szpiegostwo. To uratowało zatrzymanego przed przekazaniem go gestapo, co mogło być wyrokiem śmierci. Skończyło się na przekazaniu zatrzymanego do obozu przejściowego dla żołnierzy i oficerów WP kierowanych transportami pieszymi do obozów w Niemczech (do oflagów dla oficerów). Ten nieprawdopodobny wprost przypadek sprawił, że E. Motoczyński, idąc przez wiele dni w kolumnie polskich jeńców wojennych pilnowanych przez niedostateczną liczbę zmęczonych pieszym transportem niemieckich żołnierzy wermachtu, zdołał dyskretnie zbiec z kolumny jeńców. Po różnych tarapatach udało mu się przedostać do Warszawy, gdzie po pewnym czasie spotkał się z rodziną. Niestety, wielu jego kolegów oficerów policji i rzesze policjantów, którzy zaufali wojskom sowieckim, myśląc, że będą internowani zgodnie z konwencją genewską, nie przeczuwali tragedii, jaką zgotowali im Rosjanie. Pozostali tam na zawsze zamordowani i pogrzebani w zbiorowych mogiłach na ziemi sowieckiej w Charkowie, Twerze, Miednoje i innych nieznanych miejscach kaźni polskiej Policji Państwowej i oficerów Wojska Polskiego.

Pierwsze miesiące okupacji niemieckiej w Polsce były tak samo ciężkie dla niego i jego rodziny, jak dla wszystkich Polaków. Władze okupacyjne tworzyły jednak na terenie środkowej Polski, zwanej Generalną Gubernia ze stolicą w Krakowie, niezależnie od administracji niemieckiej polskie jednostki samorządowe, w tym polską policję, straż pożarną, służby miejskie, zdrowia itd. Do rozwiązywania podstawowych problemów w okupowanym kraju.

Nadkomisarz E. Motoczyński, uprzedzając grożące za niezgłoszenie się aresztowanie, ujawnił się władzom. Jako były oficer policji po sprawdzeniu i ocenie znajomości języka niemieckiego (ranny w niewoli niemieckiej w szpitalu pod koniec I wojny światowej) został oficerem łącznikowym, następnie zaś komendantem powiatowym Policji Polskiej powiatu warszawskiego. Wzięto wówczas pod uwagę stopień (major) i doświadczenie w walce z przestępczością kryminalną przed wojną. Jednocześnie w toku dalszych lat okupacji i powstania struktur konspiracyjnych państwa podziemnego w okupacyjnej Warszawie został tajnym członkiem organizacji wojskowej - Wojskowego Korpusu Służby Bezpieczeństwa Armii Krajowej (WKSB), pełniąc służbę na stanowisku oficerskim. Niewątpliwie była to trudna służba, która poza doświadczeniem w walce z przestępczością wymagała zachowania godności polskiego oficera policji w warunkach niemieckiej okupacji. O postawie majora E. Motoczyńskiego świadczą relacje uratowanych od pewnej śmierci osób tak narodowości polskiej, jak i żydowskiej. Byli to m.in. Stefan Radziszewski i Zofia Leśniewska.

Major E. Motoczyński na stanowisku komendanta Policji Polskiej powiatu warszawskiego dotrwał do wybuchu powstania, w którym, jak wielu jego podkomendnych brał czynny udział. Jako oficer był w dyspozycji Dowództwa Okręgu Korpusu 1.Polskiej Aremii Ludowej w stopniu majora ps. ”Brok”. Pod koniec 1944 r. po przejściu przez obóz dla warszawiaków z powstania w Pruszkowie ciężko zachorował i przebywał w szpitalu w Piotrkowie Trybunalskim.

Po wojnie mjr. E. Motoczyński zgłosił się do pracy w milicji. Nie został przyjęty. Skierowano go do weryfikacji przez komisję powołaną do rehabilitacji byłych funkcjonariuszy PP dopuszczającej do służby państwowej. Został zrehabilitowany, jednak do służby w swoim zawodzie go nie przyjęto. Po zaostrzeniu kursu politycznego w Polsce w latach 1948 - 1949 Służba Bezpieczeństwa PRL przystąpiła do metodycznego działania. Wzywano E. Motoczyńskiego na przesłuchania, szantażowano, żądając współpracy, a wobec kategorycznej odmowy bycia tajnym współpracownikiem UB szukano tzw. Hakaw jego służbie w PP w II Rzeczypospolitej. Znaleziono go w postaci byłego funkcjonariusza PP Kołodziejczyka, który straszony i szantażowany przez Urząd Bezpieczeństwa zgodził się być świadkiem przeciwko E. Motoczyńskiemu (swemu zwierzchnikowi z Komendy PP w Ciechanowie) za cenę swojej wolności.

Major E. Motoczyński aresztowany 30 czerwca 1952 r. Doczekał się sfabrykowanego procesu politycznego i skazania na więzienie na podstawie dekretu z 22 stycznia 1946 r. o odpowiedzialności za klęskę wrześniową i faszyzację życia państwowego w roku 1953 (dekret uchylono 1 stycznia 1970 r.) Z więzienia został zwolniony w roku 1956 na podstawie amnestii z 27 kwietnia 1956 r., a kara uznana za odbytą.

Złożona przez mjr E. Motoczyńskiego prośba do prokuratora generalnego z 5 stycznia 1957 r. o rewizję nadzwyczajną i rehabilitację została odrzucona bez uzasadnienia, powodując załamanie psychiczne i przyspieszoną jego śmierć w 1958 roku.

Jerzy Motoczyński

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 4.8/5 (5)